Marc Jacobs Daisy Dream- Błękitna jak niebo

Marc Jacobs Daisy Dream
Trudno zaprzeczyć mocy popularnego zapachu Marca Jacobsa, Daisy. Od czasu premiery w 2007 roku ten delikatny kwiatowy
aromat stał się bestsellerem i znalazł wielu fanów. Po części dzięki prześlicznym winylowym kwiatom, które zdobią jego
butelkę.
Kompozycja zrodziła rodzinę spin-offów i odtąd większość zapachów marki próbowała odzyskać magię oryginału,
co zaowocowało kolekcją pokrytych winylem butelek i lekkich aromatów.

Na rok 2014 projektant wprowadza na rynek najnowszą część narracji Daisy, leniwie brzmiący Marc Jacobs Daisy Dream.
Skomponowane przez czcigodnych perfumiarzy, Alberto Morillasa (dżentelmena odpowiedzialnego za oryginalne Daisy i Amouge Opus VII) oraz Ann Gottlieb (autorkę Calvin Klein Deep Euphoria, Elizabeth Arden 5th Avenue) perfumy to smętna i pastelowa esencja, która wydaje się być stworzona na długie letnie dni pod błękitnym niebem.

Stworzona, aby zaprezentować przewiewny i eteryczny rozdział w historii swobodnej Daisy, jej nowa wariacja ( według mnie banalna) Daisy Dream to owocowo-kwiatowy zapach z subtelną nutą gourmand. Towarzyszący mu film, wyreżyserowany przez przyjaciółkę Jacobsa, Sofię Coppolę, to nieziemski romans inspirowany kultowym obrazem niezależnym reżyserki „The Virgin Suicides”. Przedstawia ten zapach jako coś zaskakująco lekkiego i upiornego.

Esencja otwiera się mnóstwem świeżych owoców – puszyste jeżyny i słodkie, pastelowe odcienie gruszki. Owoce łączą się, aby przedstawić lekki i zroszony odcień, który unosi się, a nie musuje. W owocowych nutach jest subtelność i naturalność, którą rzadko można znaleźć w takich zapachach. To sprawia, że ​​jest to przewiewna i eteryczna kompozycja, będąca tylko odrobiną kontrastu, który nie może być całkiem zachwycający.

Serce Daisy Dream Marc Jacobs bierze zwiewne kwiatowe nuty starszej siostry i dodaje im nieco więcej energii, wzmacniając jaśmin i łącząc go z czymś ciepłym, kremowym i mglistym. W rzeczywistości całość wydaje się tak lekka i puszysta jak chmura, z delikatnym nastrojowym akcentem, który prawie przypomina łagodne letnie powietrze wypełnione pachnącą smugą niebieskich kwiatów i zielonej trawy.

Baza jest miękka i stonowana, podobnie jak reszta zapachu. Zawiera rodzajowy koktajl piżma i paczuli, który niestety jest dość mdły. Kremowość w sercu przechodzi i zmiękcza się do delikatnej mleczności, która przypomina bezzapachową konsystencję kremu przeciwsłonecznego. Szkoda i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że z delikatnie omszałej, szyprowej bazy mogło powstać coś intrygującego, niezwykłego i pełnego kontrastowych niuansów.

Daisy Dream to jeden z tych zapachów, które wpisuję jako „ładne, ale nieciekawe”. Nie ma w tej mieszance absolutnie nic złego i pachnie bardzo przyjemnie, ale nie przedstawia żadnych nowych pomysłów, ani nie jest całkowicie satysfakcjonująca. Można wejść do dowolnego domu towarowego i znaleźć dziesięć podobnych zapachów, z których niektóre będą lepiej wykonane i piękniejsze (przychodzi mi na myśl In Love Again YSL). Jeśli jednak poruszasz się po rynku perfum bez fanaberii (lub emocji) to kwiatowo- owocowa Daisy Dream jest warta powąchania. Pamiętaj tylko, że nie pachnie tak uroczo, jak wygląda ta śliczna butelka.

Dodaj komentarz