Kino amerykańskie

Niewątpliwie każdy z nas z łatwością rozpozna charakterystyczne cechy kina amerykańskiego, a raczej: hollywoodzkiego. Kinomaniakom nieobcy będzie też specyficzny przekaz Almodovara, a kochający kino dostrzegą apokaliptyczne przesłanie von Tiera, docenią twórczość Polańskiego. Ale jest coś w kinematografii, co magicznie pochłania zarówno komercjalnego widza, jak i oczekującego wysokiego artyzmu fascynata, filmu – to kino francuskie.

Niby prosta fabuła i scenografia , problemy niekoniecznie rodem z antycznej tragedii, pogodna pointa, a jednak coś innego. Jakaś specyficzna finezja, atmosfera w połowie z własnego podwórka, w połowie z zupełnie innego świata. Historia pokazuje, że francuskie filmy nigdy nie są przeintelektualizowane, ale też nigdy prostackie czy przewidywalne. Czy wspominamy kultową „Amelię”, ekscytujący „Czas, który pozostał”, przepiękne zdjęcia z „Wielkiego błękitu” czy mozaikowy „Zakochany Paryż”?.

Jest w nich czar, elegancja i prawdziwość emocji. Celowo wspominać tu chcemy te właśnie popularne filmy, bo sztuką jest uwieść widza kinem nie wybitnym, do którego odbioru potrzebne są wysokie kompetencje, lecz obrazem fascynującym, a szeroko przystępnym. Widz, nawet wymagający, takie kino rozpoznaje i daje mu się uwieść, bo takie filmy traktują widza, mimo wszystko, z szacunkiem. Czyż jedna z ostatnich, dziś już można powiedzieć: słynnych, produkcji, która oczarowała i widzów, i krytyków, nie potwierdza tylko doskonałej kondycji francuskiego kina? „Nietykalni” 0liviera Nekache i Erica Toledano to przecież połączenie pozornie niedających się połączyć elementów: tragizmu wyczuwalnego pod skórą, z komedią niebojącą się oskarżeń o łamanie tabu.

Nawet po kilku miesiącach od seansu pamięta się rozpaczliwe emocje, próbujące walczyć z dobrodusznym śmiechem. Temat filmu był poważny – skąd, więc ta genialna lekkość, zupełnie obca „wyciskaczom łez”? Tematyka: milioner przykuty do wózka i chłopak z marginesu społecznego – nietrudno było o kicz. Iskrzące się dowcipem dialogi, muzyka dobrana idealnie, dopracowana scenografia, z niesamowitą artystyczną konsekwencją tworzą całość do oglądania i do przeżywania. Jak oni to robią?. Czy istnieje jakiś uniwersalny przepis na dobry film? Może jakieś cechy narodowe decydują o poziomie artyzmu, może przekazywany z pokolenia na pokolenie wyrafinowany gust? Nie przesadzajmy. Ale jednak – wyczucia, dzięki któremu powstają dobre filmy, nie da się kupić ani podrobić, chyba ciężko je też po prostu wypracować. Można być dobrym rzemieślnikiem, ale nie artystą.

Dodaj komentarz